
Car Audio - Nawigacja - Opony - Kaski i Odzież - Modelarstwo - Elektronarzędzia - Akumulatory - Rowery - Naklejki Tuningowe - Koszulki motoryzacyjne
| Strona Główna Sklepu |
| Akumulatory i Ładowarki |
| Odbiorniki i Akcesoria |
| Car Audio |
| Części Motocykle-Quady |
| Elektronarzędzia |
| Kaski i odzież |
| Modele |
| Nawigacja |
| Opony |
| Rowery |
| Serwa |
| Silniki elektryczne |
| Naklejki Tuningowe |

Całość artykułu ukazała sie w 5 wydaniu dwumiesiecznika "Driver".
Początek sierpnia to tradycyjnie wyjazd na Street Magazine Show do Hannoveru. Termin ten mam już od ponad 10 lat zaznaczony grubą kreską w moim kalendarzu.
Całość artykułu ukazała sie w 5 wydaniu dwumiesiecznika "Driver".
Początek sierpnia to tradycyjnie wyjazd na Street Magazine Show do Hannoveru. Termin ten mam już od ponad 10 lat zaznaczony grubą kreską w moim kalendarzu. Tym razem wybrałem się tam z moim 8-letnim synem Kubą, który powoli zgłębia tajniki amerykańskiej motoryzacji. Zapakowaliśmy bagażnik po brzegi i w sobotni ranek wyruszyliśmy w podróż. Do niemieckiej granicy mamy zaledwie 10 km, więc wkrótce już mknęliśmy po porządnej autostradzie z zawrotną prędkością 100 km na godzinę w kierunku naszego celu. Kilka godzin jazdy z przerwą na parkingu, gdzie napotkany opalony typ, podający się za Włocha, usiłował nas obdarować niby skórzaną kurtką Versace w zamian za pomoc materialną w zatankowaniu jego auta. Po południu dotarliśmy na miejsce zlotu, które położone jest obok stadionu miejscowego klubu piłkarskiego. Jak zwykle o tej porze dnia, był już problem ze znalezieniem wolnego miejsca do zaparkowania, zwłaszcza, że nasz Mercury ze swoimi 5,7 metrami długości nie należy do małych aut. Ale daliśmy sobie radę i już za chwilę mieliśmy fajne miejsce w pobliżu interesujących, lśniących blaskiem chromu krążowników, mocarnych muscle carów i bulgoczących basowo hot rodów. Tradycyjnie do późnych godzin podziwialiśmy samochody, które częściowo były nam znane z lat ubiegłych, jak i te, przybyłe po raz pierwszy. Mamy już dość spore grono zaprzyjaźnionych fanatyków amerykańskich sprzętów z wielu krajów Europy i mieliśmy znowu okazję, by zamienić ze sobą kilka słów i zobaczyć, jakim nowym samochodem, albo jak przerobionym, przybyli na zlot.
Kliknij w logo i zobacz najnowsze wydanie dwumiesięcznika "Driver"
Organizatorzy dbają, by każdego roku na tej imprezie prezentowane było coś wyjątkowego i wielce spektakularnego. Tym razem za „gwiazdę programu” robił niesamowity dragster, naśladujący swoją lekką, plastikową karoserią sylwetkę Cadillaca ’59. Ten startujący w klasie Pro Mod dragster, nazwany przez swego twórcę, Szweda Jana Gunnarssona „Badillac" osiąga moc 3000 koni, oczywiście przy akompaniamencie wielu, bardzo wielu decybeli. Tylko dla tego spektaklu opłacałoby się odwiedzić ten zlot. Także przykuwające uwagę są pokazy lowriderów i ciągle trwająca prezentacja pojazdów na rampie przez już kultowego i niestrudzonego prezentera, Otto Meyer-Spelbrinka. Dla wielbicieli rockabilly impreza ta, nawet zupełnie pozbawiona pojazdów, byłaby długo ciepło wspominana, bowiem ten gatunek muzyki dominował przez te dwa dni i to w wykonaniu perfekcjonistów: zespołu „Red Back Spyders". Jak co roku, przed trybuną, męska cześć uczestników dziwnie się ożywiała przy sexy car wash. Jurorzy mieli pełne ręce roboty, bo skrupulatnie ocenić trzeba było pojazdy aż w 22 klasach i to również w tych specjalnych, takich jak: Best Speed and Sound (wiadomo: głośny wydech i z charakterem), Street Girls’ Darling (czyli najpiękniejszy pojazd zdaniem panienek, ozdabiających to show), czy też Meyer’s Finest (wolny wybór prezentera, który często odbiega od utartych wzorców). W niedzielny poranek trzeba było popracować nieco nad naszym autem. Po trasie i nocnym urwaniu chmury nie nadawało się zbytnio na prezentację, ale mam już w tym wprawę i mógłbym udzielać instruktarzu, jak umyć samochód, używając symbolicznej „szklanki wody”. I tym razem udało się dokonać tego wyczynu. Po godzinie z kawałkiem byliśmy gotowi do wjazdu na podium, by poddać się skrupulatnej ocenie jurorów. Reszta dnia minęła szybko znów na oglądaniu, ciekawych rozmowach i pstrykaniu kolejnych fotek. Około godziny 16.00 nastąpił moment kulminacyjny; ogłoszenie wyników i wręczenie pucharów. Znów dopisało nam szczęście i wyjechaliśmy z kolejnym trofeum, zajmując II miejsce w kategorii „Lata 50”. Szkoda było wyjeżdżać, ale 450 km przed nami i trzeba było zbierać manatki. Do zobaczenia w następnym roku!
Tekst i zdjęcia: Andrzej Gaweł
| Cichy | (28-01-2012, 13:53:52) ...że też u nas nikt nie może zorganizować jakiegoś fajnego zlotu...szkoda... | ||
| (28-01-2012, 15:51:30) Niestety nasza tradycja motoryzacyjna, a raczej jej brak nie zachęca to tego typu imprez. | ||
| (28-01-2012, 16:01:26) Popatrzcie jak to się robi w USA tam właściciele spotykają się po pracy, nikt tego nie zgłasza, nie jest karany za blokowanie ruchu. Do czego zmierzam, panuje tam fantastyczna atmosfera. Spotkania piękne samochody, nic więcej do życia nie potrzeba. ![]() |